Jedno z najczęściej zadawanych pytań przez bliskich brzmi:
„Dlaczego on/ona po prostu nie przestanie?”
Z zewnątrz wydaje się to proste — skoro picie, branie czy granie niszczy życie, to wystarczy przestać.
Ale osoba uzależniona nie działa jak ktoś, kto podejmuje logiczną decyzję.
Działa jak ktoś, kto zmaga się z chorobą.
Jak pisał Wiktor Osiatyński:
„Uzależnienie jest chorobą, która odbiera wolność wyboru.”
To nie brak silnej woli.
To mechanizmy choroby, które krok po kroku przejmują kontrolę.
1. Uzależnienie to choroba – a nie zły charakter
Prof. Bohdan Woronowicz wielokrotnie podkreślał, że uzależnienie jest chorobą mózgu, emocji i zachowań.
Zmienia sposób myślenia, odczuwania, a nawet to, jak człowiek postrzega samego siebie.
To dlatego osoba uzależniona:
- wierzy, że kontroluje sytuację,
- bagatelizuje skutki,
- usprawiedliwia picie/branie/granie,
- ukrywa problem,
- obiecuje poprawę, ale nie potrafi jej utrzymać.
To typowe działanie choroby.
2. Mechanizm iluzji i zaprzeczania – „to nie jest problem”
Jerzy Mellibruda nazywał ten mechanizm centrum uzależnienia.
Osoba uzależniona:
- minimalizuje problem,
- tłumaczy się stresem, sytuacją, ludźmi,
- racjonalizuje swoje zachowania,
- porównuje się z innymi („inni piją więcej”),
- wierzy, że „tym razem przestanie”.
Wiktor Osiatyński nazywał to „złudzeniem kontroli” – chory wierzy w coś, co od dawna nie jest prawdą.
To nie kłamstwo wobec innych.
To kłamstwo, które choroba podsuwa samemu sobie.
3. Mechanizm nałogowego regulowania uczuć – „alkohol pomaga mi… przetrwać”
Ten mechanizm sprawia, że alkohol, narkotyki, leki czy hazard stają się jedynym sposobem radzenia sobie z emocjami.
Osoba uzależniona nie pije/brania/gra, żeby „się bawić”.
Robi to, żeby:
- uspokoić napięcie,
- poradzić sobie ze stresem,
- zagłuszyć lęk,
- uciec od samotności,
- nie czuć wstydu, bólu, pustki.
Ewa Woydyłło pisała:
„Człowiek uzależniony nie szuka przyjemności – szuka ulgi.”
Dlatego abstynencja jest tak trudna:
zostaje napięcie, emocje i strach, z którymi osoba nie potrafi sobie poradzić.
4. Mechanizm rozproszonego „ja” – „nie wiem, kim jestem bez nałogu”
To trzeci mechanizm opisany przez Mellibrudę.
Polega na tym, że osoba uzależniona stopniowo traci:
- poczucie tożsamości,
- stabilność emocjonalną,
- spójność myślenia,
- zdolność podejmowania decyzji,
- zaufanie do siebie.
Czuje, że bez nałogu nie istnieje.
Nie wie, jak żyć inaczej.
Ten chaos jest jednym z najbardziej bolesnych aspektów uzależnienia.
5. Mózg osoby uzależnionej działa inaczej
Nauka pokazuje, że nałóg:
- zaburza układ nagrody,
- osłabia zdolność przewidywania konsekwencji,
- wzmacnia impulsy,
- tłumi racjonalne myślenie,
- powoduje przymus (silniejszy niż logiczne decyzje).
Dlatego „przestań” nie działa.
Tak jak nie działa „nie kaszlij” na zapalenie płuc.
To nie jest decyzja — to choroba, która wymaga leczenia.
6. Dlaczego terapia jest konieczna?
Bo uzależnienie nie mija, gdy osoba przestanie pić, brać czy grać.
Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa praca.
Na terapii pacjenci:
- poznają mechanizmy choroby,
- odkrywają, jak nałóg przejmował kontrolę,
- nabywają wiedzę o emocjach, relacjach i nawrotach,
- budują nowe sposoby radzenia sobie ze stresem,
- tworzą plan trzeźwego życia,
- odbudowują tożsamość i poczucie wartości.
Tego nie da się zrobić samemu.
Jak pisał Osiatyński:
„Żaden człowiek nie wyzdrowieje z uzależnienia w samotności.”
7. Dlaczego osoba uzależniona potrzebuje wsparcia bliskich?
Bo choroba:
- zniekształca postrzeganie,
- odbiera poczucie własnej wartości,
- wywołuje wstyd i izolację,
- generuje ogromny lęk.
Wsparcie rodziny może być kluczowe — ale musi być:
- spokojne,
- oparte na faktach,
- bez moralizowania,
- z jasnymi granicami.
Ewa Woydyłło ujęła to pięknie:
„Pomagać można mądrze. Albo można pomagać chorobie.”
Podsumowanie
Osoba uzależniona nie przestaje dlatego, że nie chce.
Nie przestaje dlatego, że nie może — dopóki nie rozpocznie leczenia.
Trzy główne mechanizmy opisane przez Mellibrudę:
- Iluzja i zaprzeczenie
- Nałogowe regulowanie uczuć
- Rozproszone „ja”
oraz neurobiologiczne zmiany opisane przez Woronowicza sprawiają, że choroba stopniowo odbiera:
- wolność,
- kontrolę,
- zdolność wyboru,
- poczucie własnej wartości.
Profesjonalne leczenie pozwala to odzyskać.
Jak pisał Osiatyński:
„Zdrowienie zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje udawać, że panuje nad tym, co dawno wymknęło się spod kontroli.”
To właśnie w terapii — w bezpiecznym, wspierającym miejscu — zaczyna się realna zmiana.
